Władysław IV po przyjeździe z Królewca
„Władysław IV po przyjeździe z Królewca bawił w Gdańsku od 12 stycznia do 10 lutego 1636. Na kilka dni przed opuszczeniem tego miasta 5 lutego kanclerz litewski, Albrycht Stanisław Radziwiłł, wydał imponującą, bo trwającą od południa do północy, biesiadę, podczas której wiele tańczono i bawiono się w różne wymyślne gry towarzyskie.
Charles Ogier powiada w swym pamiętniku, że polski monarcha nie brał jednak udziału w tej zabawie, ponieważ „prywatną swoją urządził on wtedy u swej gospodyni Katarzyny de Neri (przy Długim Targu 2 naprzeciw Dworu Artusa przyp. B.L.), w której... uczestniczyła jego miłośnica, we francuski strój przyodziana, i kilku prywatnych dworzan, z którymi wielce po przyjacielsku się zabawiał. Ogromną się ten władca odznacza uprzejmością i ogładą, ogromną także hojnością..." (Karol Ogier „Dziennik podróży do Polski", tłum. Edwin Jędrkiewicz, 1953.)
Warto na marginesie uciech dworskich nadmienić, że Władysław IV był zapalonym tancerzem. Oddawał się tej namiętności dopóty, dopóki nie przykuła go do łoża bezlitosna podagra, która jakże srodze się z nim obeszła w ostatnich latach życia. Tazbir powiada, że ulubionym tańcem Wazy był polonez, śpiewany obecnie jako „Te Deum laudamus". (Z kolei z koronacyjnego poloneza królów polskich wywodzi się popularna kolęda „Bóg się rodzi")“(8)